Jak donoszą media, w sklepach sieci Rossmann sprzedawcy legitymują młodo wyglądających klientów kupujących prezerwatywy i odmawiają sprzedaży tychże osobom, które nie ukończyły 18 lat. Jak tłumaczy Roman Lewandowski, rzecznik sieci, taki proceder to nadinterpretacja zaleceń sieci przez pojedyńczych sprzedawców, a samo zalecenie jest efektem pisma, jakie dwa lata temu przysłała ówczesna Rzecznik Praw Dziecka, czyli Ewa Sowińska. Domagała się ona zakazu sprzedaży prezerwatyw osobom małoletnim (czyli poniżej 18 roku życia), pisząc m.in.:
“W opinii rzecznika sprzedaż małoletnim produktów, które przeznaczone są do czynności, które dla osób w tym wieku uznawane są za niemoralne, może przyczynić się do zaburzenia prawidłowego rozwoju dzieci”
Szefostwo Rossmanna wykazało się głupotą, słuchając ówczesnej niedorzecznik. Każdy przytomny człowiek w tym kraju miał wszak świadomośc, że nie da się jej traktować poważnie. Podejrzewam osobiście, że szefowie sieci obawiali się rozgłosu, spodziewali, że Sowińska może rozpętać przeciwko nim negatywną kampanię w mediach. Swoją drogą, czy jakiekolwiek, oprócz Radia Maryja, TV Trwam i Naszego Dziennika, media w tym kraju mogły posłuchać Sowińskiej?
Sowińska, jaka była, każdy widział. Nie znam żadnego prawnego zapisu, który mógłby choćby dawać cień powodu dla odmowy sprzedania 17-latkowi, czy 16-latce prezerwatyw. Więcej – jest przepis, który przewiduje karę grzywny dla sprzedawcy, który bez powodu odmawia sprzedaży legalnego produktu. Sugerując, że sprzedaż prezerwatyw osobom poniżej lat 18 łamie prawo (btw – odwołanie do Konwencji Praw Dziecka to dopiero kuriozum) w moim przekonaniu tworzy sytuację, w której urzednik państwowy świadomie wprowadza w błąd przedsiębiorcę co do obowiązującego stanu prawnego i jego wykładni.
Muszę powiedzieć, że ucieszyła mnie postawa Kacpra, opisanego przez media, chłopaka, któremu odmówiono w Rossmannie sprzedazy prezerwatyw. Młody człowiek najpierw zażądał rozmowy z kierowniczką, a po uzyskaniu od niej informacji o pismie Ewy Sowińskiej, wysłał pytanie do Rzecznika Praw Dziecka. Obecny rzecznik, Marek Michalak, odpisał młodemu człowiekowi tak:
“W Polsce nie ma przepisu, który zabraniałby nabywania prezerwatyw przez osoby niepełnoletnie. Nie ma również obowiązku okazywania dowodu tożsamości podczas kupna prezerwatyw”.
Dlaczego cieszy mnie postawa Kacpra? Po pierwsze, wie, do czego służą prezerwatywy, że należy z nich korzystać i realizuje tę wiedzę w praktyce. Po drugie, zachowuje się jak obywatel. Nie pozwala robić z siebie idioty, tylko korzysta mądrze z przysługujących mu praw.
Znany seksuolog, profesor Zbigniew Izdebski, wypowiedział się w tej sprawie tak:
“To kuriozum! Jeśli oczekujemy od młodych ludzi odpowiedzialności, musimy dać im możliwość, by byli odpowiedzialni. Nie wyobrażam sobie, żeby we Francji lub w Niemczech w sklepach Rossmanna ktokolwiek pomyślał o legitymowaniu przy zakupie prezerwatyw.”
Co fakt, to fakt. Jakoś tez nie umiem sobie wyobrazić takiej sytuacji.
I na koniec pytania całkowicie retoryczne: kiedy sprawa edukacji seksualnej przestanie być przedmiotem politycznych i ideologicznych gier? Kiedy wreszcie polscy uczniowie będą mogli liczyć na rzetelną, mądrą, odpowiedzialną edukację seksualną?
RSS Feed
Twitter


Posted in
Tags: 
