Niejaki Bronisław Wildstein, znany jako były prezes publicznej telewizji, prawicowy publicysta, pogromca ubeków postanowił tym razem wypowiedzieć się na tematy wychowawcze, co uczynił na łamach dziennika “Rzeczpospolita“. Dokładnie rzecz ujmując, Wildstein postanowił podzielić się swoją opinią na temat nowelizacji Ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, nad którą pracuje Sejm. Dla ścisłości Sejm pracuje nad dwoma projektami – rządowym i poselskim.
Szacownego publicystę poruszył następujący zapis projektu rządowego, nadający Art.96a Kodeksu Rodzinnego i Opiekuńczego następujące brzmienie:
“Osobom wykonującym władzę rodzicielską, opiekę lub pieczę nad małoletnim zakazuje się stosowania kar cielesnych.”
Wildstein pisał o projekcie rządowym, który zawierał taki właśnie zapis, ale tak naprawdę chodziło mu o projekt poselski, który nadaje Art.3a Ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie takie brzmienie:
“Osobom wykonującym władzę rodzicielską, opiekę lub pieczę nad małoletnim zabrania się stosowania form karcenia naruszających prawa lub godność osób małoletnich.”
Zawsze mnie zastanawiało, dlaczego wśród przedstawicieli prawicy, w dodatku deklarujących się jako chrześcijanie, taką furię wywołuje zakaz bicia dzieci? W jaki sposób pogodzić przywiązanie do takich wartości jak rodzina, miłość, godność drugiego człowieka z dawaniem sobie prawa do stosowania wobec tego człowieka przemocy? W jaki sposób pogodzić ewangeliczne “jeśli nie będziecie jako te dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego” z przekonaniem, iż dziecko nie jest pełnowartościowym człowiekiem? Wydawało mi się, że w wykonaniu prawicowych pomyleńców niewiele już jest w stanie mnie zdziwić. A jednak Wildsteinowi się udało.
“Rozumiem, że nie wolno mi zastosować przemocy (złapać za rękę) dziecka, które wbiega na jezdnię pod jadący samochód. Nie wolno mi również zamknąć w domu dziesięciolatka, który w nocy postanowił ruszyć z domu na miasto.”
Tego rodzaju opowieści nie robią już na mnie wrażenie, bo do demagogii zwolenników bicia dzieci już się przyzwyczaiłem. Nie przeszkadza im przecież, że sytuacja, w której łapią za rękę dziecko próbujące wybiec na ulicę, nie wyczerpuje definicji przemocy w rodzinie. (Za to wyczerpuje ją już danie temu dziecka klapsa.) Słusznie w komentarzu na swoim blogu napisał Wojciech Orliński, iż kiepski to musi być ojciec, od którego 10-latek chce uciekać w nocy.
Na mnie wrażenie zrobił jednak inny fragment jakże urokliwego komentarza Bronisława Wildsteina:
“Nie mogę więc nie tylko nazwać swojego potomka durniem, ale nawet kpić z niego, że brak postępów w nauce oraz złe sprawowanie zepchnie go na margines i zamknie przed nim przyszłość.”
Wojciech Orliński słusznie przypomniał, że Wildstein 9 lat był na 3 roku, a studiów nie skończył. Faktycznie, to doskonale go uprawnia do tego, by pouczać syna, że jest durniem i brak edukacji zepchnie go na margines. “Popatrz, synku, na tatusia, tatuś studiów nie skończył i jakim konkursowym jest cymbałem”.
Wiem, wiem, zaraz mi ktoś powie, że Wildstein miał potworną młodość (bo miał), że komuniści zabili mu przyjaciela, a drugi przyjaciel okazał się łajdakiem. Tylko co z tego? Czy to usprawiedliwia nazywanie dziecka durniem? Doskonałym fachowcem od wychowania musi być indywiduum, któremu się zdaje, że poniżając dziecko zachęci je do wysiłku edukacyjnego. Doprawdy, taki ekspert od wychowania powinien wypowiadać się publicznie na tematy związane ze zwalczaniem przemocy w rodzinie.
RSS Feed
Twitter

Posted in
Tags: 
[...] o tym, że będą je bić, czy gnoić, jak Bronisław Wildstein (pisałem o tym w notce “Wildsteina wychowanie przez gnojenie“), a nie mogą decydować o tym, że będą wychowywać dzieci poprzez naturalny stosunek do [...]
[...] ładnie nawiązując do wcześniejszych wypocin niejakiego Bronisława Wildsteina, o których pisałem wcześniej. Zdaniem obu panów, znanych jako wybitni eksperci w dziedzinie pedagogiki (jak i każdej innej, w [...]