Dzieci bez pomocy – ciąg dalszy

Mój ostatni wpis pt. Dzieci bez pomocy” wywołał reakcję Lucyny Kicińskiej, szefowej telefonu 116 111 prowadzonego przez Fundację Dzieci Niczyje. Pani Lucyna napisała do mnie list otwarty” na Facebooku. Prościej byłoby pewnie wstawić komentarz tutaj, zwłaszcza że profil fundacji DN w portalu społecznościowym nie umożliwia dodawania komentarzy. Czytając ów list otwarty, odniosłem wrażenie, że mój wpis był chyba poświęcony wyłącznie telefonowi 116111 i stanowił frontalny nań atak. Przypomnę więc, że o samym telefonie napisałem:

Szukając pomocy dla dziecka, w sprawie którego był ów telefon, zadzwoniłem pod numer 116111. Pięć razy usłyszałem komunikat powitalny z informacją, iż “wszyscy nasi konsultanci są zajęci, prosimy, zadzwoń później lub odwiedź naszą stronę www”, po czym zostałem rozłączony. Ciekawe, co zrobi dziecko z myślami samobójczymi, gdy pięć razy zostanie rozłączone? Swoją droga, ciekawe, co ma zrobić dziecko, które potrzebuje pomocy o godzinie 20.10? Telefon 116111 czynny jest bowiem tylko do 20.00.

Ostro? No, ostro. Zaznaczyłem jednak, że:

Wiem, że to nie jest do końca wina instytucji prowadzących, bo trudno przy ograniczonych środkach zapewnić odpowiednią liczbę stanowisk, ale można chociaż zostawić tę osobę na linii, a nie rozłączać.

Napisałem również:

Fakt, że dzwoniąca do nas osoba, dodajmy, w sprawie, która nie mieści się w zakresie działalności fundacji, jako drugie miejsce po lokalnym ośrodku interwencji kryzysowej wybrała naszą fundację, wskazuje, iż żaden z istniejących telefonów pomocowych nie zapewnił sobie odpowiedniej rozpoznawalności. Dotyczy to szczególnie numeru 116111, czyli numeru pomocowego dla dzieci – to powinien być pierwszy krok. No, ale może to i lepiej, bo po co promować numer, z którego pomocy nie da się skorzystać?

I to też jest prawda, choć przykra. Skoro nie można się dodzwonić (nawet jeśli nie jest to wina podmiotu prowadzącego telefon), to znaczy, że nie można skorzystać z jego oferty pomocowej. Skoro ktoś dzwoni do instytucji szukając pomocy dla dziecka do innej niż telefon instytucji, która nie świadczy takiej pomocy, to znaczy, że sam telefon nie ma wystarczającej rozpoznawalności. I tu akurat uważam, że jest to zawinione, bo – co jak co – ale promować to fundacja DN się umie. I chwała jej za to. Niech więc wykorzysta tę umiejętności do bardziej efektywnego promowania telefonu.

Mój wpis nie był jednak poświęcony telefonowi 116111 ani nie był atakiem na zespół tego telefonu. Uważam, i to chcę podkreślić, że to wspaniale, iż taki zespół działa. Życzę mu, by miał jak najmniej pracy, a jednocześnie jak najlepsze ku niej warunki. Wspaniale, że numer 116111 uzyskał silne wsparcie operatora sieci Plus. Warto dodać, że jest to jedyny z działających w Polsce numerów 116, który oprócz wsparcia technicznego otrzymał od operatora wsparcie finansowe, uzyskując równocześnie dotację Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji w wysokości 150.000 zł (informacje za BIP MSWiA) i dysponując łącznym budżetem rocznym przekraczającym 405.000 PLN (znów – dane za BIP MSWiA). Wiem, że to i dużo, i mało. Zresztą, każdy, kto angażuje się w działalność społeczną, a zwłaszcza pomocową, wie, że każda kwota jest za mała. Jest tyle osób potrzebujących pomocy, że trudno sobie wyobrazić wystarczający budżet.

Moje uwagi, które odnoszą się jakoś do telefonu 116111, można streścić w 3 punktach:

  1. Należy dążyć, choć jest to trudne, do tego, by telefon działał 24 godziny na dobę, 365 dni w roku, tak, by dziecko, które ma myśli samobójcze mogło uzyskać pomoc nie tylko o godzinie 19.59, ale i o 20.01. Wiem, że nie da się tego zrobić od zaraz. Uważam, że, jeśli brakuje na to środków, to wsparcie publiczne powinno być takie, by jak najszybciej stało się to możliwe.
  2. Dzwoniące na numer pomocowy (jakikolwiek) dziecko, czy inna osoba nie powinna być rozłączana w sytuacji, gdy konsultanci są zajęte, ale utrzymana na linii. W niektórych sytuacjach to utrzymanie na linii może uratować życie. Ponieważ numer jest bezpłatny, to nie narazi to osoby dzwoniącej na zwiększenie kosztów połączenia. To akurat wydaje się proste do zrealizowania.
  3. Należy mocniej promować numery pomocowe, w tym numer 116111.

Pani Lucyna napisała w swoim liście:

Numer 116 111 pozostawmy jego adresatom. Każda minuta rozmowy profesjonalisty z profesjonalistą na tej linii może odebrać dziecku nadzieję.

Pani Lucyno, na stronie telefonu umieściliście Państwo działy dla dorosłych (dla rodziców i profesjonalistów). Należy się więc spodziewać, że będą oni dzwonili, szukając pomocy dla swoich dzieci czy swoich podopiecznych.

Choć mój wpis na moim skromnym blogu, jak sądzę, nie wpływa w sposób istotny na rzeczywistość, ani nie stanowi ataku na numer 116111, czy obsługującą go organizację, to moim zdaniem bardzo dobrze się stało, że osoba kierująca numerem postanowiła odnieść się do elementów krytycznych i podjąć dyskusję. Wszak, jak pisał bp Ignacy Krasicki, “prawdziwa cnota krytyk się nie boi”.

Mój wpis nie był jednak o numerze 116111, ale o tym, że dziś mamy sytuację taką, że dostępność pomocy, w tym pomocy telefonicznej dla dzieci w kryzysie oraz wiedza o możliwościach uzyskania takiej pomocy są, najdelikatniej rzecz ujmując, niewystarczające. Był próbą wskazania, na przykładzie jednej interwencji, że wiele elementów systemu pomocy nie działa tak jak powinno. Jestem przekonany, że akurat działania organizacji pozarządowych są najlepszym elementem tego systemu.

Państwo, które ciągle podkreśla potrzebę polityki prorodzinnej, w którym politycy sprawami dzieci non-stop wycierają sobie gęby, nie może jednak przerzucać odpowiedzialności za pomoc dzieciom na barki organizacji pozarządowych, nie udzielając im równocześnie wystarczającego wsparcia. To dobrze oczywiście, że prowadzenie numeru 116, którego powstanie jest unijnym wymogiem, powierzono organizacji pozarządowej, bo na ogół organizacje robią wszystko lepiej niż instytucje publiczne. Jestem przekonany, że spośród działających w Polsce organizacji fundacja DN była do tego zapewne najlepiej przygotowana. Myślę jednak, że Pani Lucyna zgodzi się ze mną, że powierzenie przez władze publiczne tak odpowiedzialnego zadania, a jednocześnie przekazanie na jego realizację kwoty 150.000 zł rocznie jest po prostu nie w porządku, bo to są środki, które nie mogą zapewnić prawidłowego funkcjonowania telefonu. Fajnie, że wsparcia finansowego udziela firma Polkomtel. Ale czy to tak powinno wyglądać? Skoro jest obowiązkiem państwa polskiego zapewnić funkcjonowanie numerów 116, a państwo powierza tę realizację organizacji, to za tym zadaniem publicznym powinny iść takie środki, które zapewnią normalne działanie, czyli zapewne, na oko sądząc, kwota dziesięciokrotnie wyższa.

System pomocy dzieciom nie może opierać się też wyłącznie na telefonach. Telefon może udzielać wsparcia w sytuacjach kryzysowych, przede wszystkim jednak powinien kierować do placówek udzielających realnej pomocy. I tu jest największy problem, z którym borykają się wszyscy, którzy pomagają telefonicznie czy online. Nie ma dokąd wysyłać. W opisanej przeze mnie historii pomocy dla dziecka szukano w Ośrodku Interwencji Kryzysowej, czyli – jak można by sądzić – w najlepszym do tego miejscu. I tej pomocy w OIK odmówiono. Szukano w szpitalach – nie udało się. Zgodnie z przepisami Ośrodki Pomocy Społecznej powinny zapewniać pomoc psychologiczną. Czy zapewniają? Ano, spora część nie zapewnia. Sam bardzo często mam ten problem – szukam w jakiejś miejscowości pomocy psychologicznej dla dziecka i okazuje się, że nie ma na taką pomoc szans.

Musimy o tym wszystkim rozmawiać. Czasem się krytykować. Czasem się spierać. Krytyka i spór potrafią rodzić wiele pozytywnych rzeczy, o ile oczywiście są konstruktywne. I wreszcie, musimy wszyscy zgodnie, przy wsparciu mediów, domagać się od władz, by podejmowały potrzebne działania. Takie działania to usprawnianie rozwiązań systemowych, dostosowywanie przepisów prawa, ale również finansowanie niezbędnych działań. Może zabrzmi to demagogicznie, ale dla mnie ważniejsza jest pomoc dla dzieci niż autostrada na Euro2012. Euro2012 nikomu życia nie uratuje. Telefon, np. 116111, na pewno.

Dzieci bez pomocy

Parę dni temu miałem już wychodzić z biura, jako że było już dawno po normalnych godzinach pracy, ok. 18.30. Zadzwonił telefon. Nie będę opowiadał całej historii. Zacznijmy od tego, że dramatyczna historia, która spowodowała telefon, nie dotyczyła w żaden sposób tego, czym zajmuje się nasza fundacja.

Osoba, która dzwoniła, znalazła nas w sieci po tym, gdy odmówiono jej pomocy w Ośrodku Interwencji Kryzysowej. Pracownik OIK oświadczył, że nie zajmują się takimi sprawami, choć ewidentnie właśnie interwencja kryzysowa była tu właśnie potrzebna. Ciekawe w sumie, czym w takim razie zajmuje się Ośrodek Interwencji Kryzysowej, skoro nie zapewnia interwencji kryzysowej?

Szukając pomocy dla dziecka, w sprawie którego był ów telefon, zadzwoniłem pod numer 116111. Pięć razy usłyszałem komunikat powitalny z informacją, iż “wszyscy nasi konsultanci są zajęci, prosimy, zadzwoń później lub odwiedź naszą stronę www”, po czym zostałem rozłączony. Ciekawe, co zrobi dziecko z myślami samobójczymi, gdy pięć razy zostanie rozłączone? Swoją droga, ciekawe, co ma zrobić dziecko, które potrzebuje pomocy o godzinie 20.10? Telefon 116111 czynny jest bowiem tylko do 20.00.

Podobnie do 20.00 czynny jest Dziecięcy Telefon Zaufania 0-800 12 12 12 prowadzony przez Rzecznika Praw Dziecka. Tu przynajmniej jednak można się dodzwonić i miły pan próbował pomóc. Podał mi telefon do poradni prowadzonej przy Uniwersytecie Warszawskim. Niestety, tam już nikt nie odbierał telefonu.

Próbowałem dodzwonić się na oddział psychiatrii dziecięcej w warszawkich szpitalach na Litewskiej, na Sobieskiego i w Centrum Zdrowia Dziecka. Jednak, jak wiadomo, telefon na oddziale nie jest po to, żeby go ktokolwiek odbierał.

W końcu udało mi się znaleźć pomoc dla dziecka, którego dotyczył telefon, ale cała ta historia i poszukiwania uzmysłowiły mi kilka spraw:

  1. Żaden z promowanych telefonów dotyczących dzieci nie pracuje w trybie 24-godzinnym. Jeśli więc dziecko będzie potrzebowało pomocy w nocy albo w weekend, to jej nie znajdzie.
  2. Pod wiele numerów nie sposób się dodzwonić. Szukające tam pomocy dziecko nie tylko nie znajdzie tej pomocy, ale może to wręcz przynieść tragiczne skutki. Wystarczy sobie wyobrazić dziecko z myślami samobójczymi, które kilka razy odbije się od komunikatu “Przepraszamy, w tej chwili wszyscy konsultanci są zajęci, prosimy, zadzwoń później”. Wiem, że to nie jest do końca wina instytucji prowadzących, bo trudno przy ograniczonych środkach zapewnić odpowiednią liczbę stanowisk, ale można chociaż zostawić tę osobę na linii, a nie rozłączać. Inną sprawą jest to, że w placówkach służby zdrowia nie odbiera się telefonów. Uważam to za skandal.
  3. Wiele telefonów oraz miejsc pomocowych funkcjonuje z pieniędzy publicznych, np. przyznawanych przez samorządy lokalne. Oznacza to, że decydenci nie uwzględniają kryterium dostępności (tryb 24-godzinny, odpowiednia przepustowość linii telefonicznych) przy ocenie wniosków o dotację. A powinny to być kryteria wiodące.
  4. Fakt, że dzwoniąca do nas osoba, dodajmy, w sprawie, która nie mieści się w zakresie działalności fundacji, jako drugie miejsce po lokalnym ośrodku interwencji kryzysowej wybrała naszą fundację, wskazuje, iż żaden z istniejących telefonów pomocowych nie zapewnił sobie odpowiedniej rozpoznawalności. Dotyczy to szczególnie numeru 116111, czyli numeru pomocowego dla dzieci – to powinien być pierwszy krok. No, ale może to i lepiej, bo po co promować numer, z którego pomocy nie da się skorzystać?

Potrzebny jest w Polsce numer pomocowy, nawet niekoniecznie całkowicie bezpłatny, nawet normalny stacjonarny, ale działający 24 godziny na dobę, 365 dni w roku, z odpowiednią liczbą stanowisk i procedurami wewnętrznymi zapewniającymi możliwość dodzwonienia się (a sporo można tu uzyskać odpowiednimi skryptami do rozmów i sprawnością tych rozmów). Numer ten nie ma być miejscem do pogadania się, ale źródłem informacji, gdzie można uzyskać profesjonalną, realną pomoc.
Równolegle trzeba budować i rozwijać system tej realnej pomocy, by było dokąd kierować osoby dzwoniące na taki numer informacyjny. Numer ten powinien być łatwy do zapamiętania i przede wszystkim bardzo mocno promowany, tak, by zbudować jego rozpoznawalność. Biorąc pod uwagę to, co do tej pory zaobserwowałem, śmiem twierdzić, że nie da się tego zrobić na bazie żadnego z istniejących obecnie numerów pomocowych.

Ładunek energii

W piątek Konrad Wojterkowski, twórca kampanii “Kocham. Nie biję.” namówił mnie na wyjazd do Karolina, gdzie, w ośrodku Zespołu Pieśni i Tańca “Mazowsze” odbywał się V Przystanek PaT, czyli organizowanej przez policję akcji “Profilaktyka a Teatr“. Jej pomysłodawcą jest inspektor Grzegorz Jach, pełnomocnik Komendanta Głównego Policji ds. promocji bezpieczeństwa i kontaktów z organizacjami porządowymi.

Przyjechaliśmy i obejrzeliśmy spektakl polskiego teatru z Wilna, który wystawił “Zabawę” Sławomira Mrożka. Potem młodzi ludzie spotkali się z Mikołajem Grabowskim. Młodzi ludzie, a było ich w Karolinie aż 1.000, rozmawiali z Grabowskim o teatrze, o pasji, o drodze do aktorstwa, o wyrażaniu siebie. To była niezwykle ciekawa rozmowa. Później zaś nastąpiło PaTowskie misterium, czyli koncert Jarosława Chojnackiego zakończony odśpiewaniem hymnu akcji. Potem jeszcze rozmowy filozoficzne i wracaliśmy.

Opowiadam o wizycie na Przystanku PaT, ponieważ kontakt z tymi młodymi ludźmi był dla mnie niesamowitym ładunkiem pozytywnej energii. Moim zdaniem to niesamowite, że oto 1.000 dzieciaków z całej Polski w jednym miejscu wystawia przygotowane przez siebie spektakle, pracuje do 3 w nocy na warsztatach wokalnych, tanecznych, bębniarskich, aktorskich i innych, a przede wszystkim -- że tak fajnie wchodzą w taką wspólną energię. Kiedy Chojnacki śpiewał hymn, te dzieciaki, choć przecież na co dzień słuchają innej muzyki, hiphopu, techno, metalu, itd., rzuciły się pod scenę, by wspólnie śpiewać i tańczyć, a ich entuzjazm i energia udzieliły się nam, dorosłym.

Sukces PaT pokazuje jak wiele fajnych rzeczy, również profilaktycznych, można zrobić z dzieciakami, jeśli zaproponuje im się coś ciekawego, ma się charyzmę (a Grzegorz Jach ma jej nieprzebrane pokłady) i jest się wobec nich szczerym, nikogo nie udaje. Nie trzeba być luzakiem jak Jurek Owsiak, można stawiać wymagania, można ciężko z nimi pracować. Ci młodzi ludzie tego chcą i potrzebują. Oczywiście, pewnie nie wszyscy. Śmiem jednak twierdzić, że większość można taką mieszanką kupić. Tylko musi nam, dorosłym, się chcieć. Musimy podejść do dzieciaków z szacunkiem i uczciwością, czyli z tym, czego nam w kontaktach z nimi na ogół brakuje.

Buy T-MobilePhones and Save. | Thanks to Highest CD Rates, Credit Card Offers and UK Loan